Wpadam jeszcze na chwilę przed wylotem (tak, tak - ciągle w trasie), żeby wrzucić Wam kolejny wpis 😊 Bo skoro udało mi się upiec ciasto, to przecież trzeba się nim pochwalić!
Wpadam jeszcze na chwilę przed wylotem (tak, tak - ciągle w trasie), żeby wrzucić Wam kolejny wpis 😊 Bo skoro udało mi się upiec ciasto, to przecież trzeba się nim pochwalić!
Pisałam już, że postanawiam poprawę w kwestii zamieszczania recenzji książek? Tak, ostatnio deklarowałam większą aktywność w tym zakresie. No i właśnie wywiązuję się z wyznaczonego sobie zadania. Mam dla Was recenzję książki, z którą spędziłam ostatnio kilka ekscytujących wieczorów.
Pisałam ostatnio, że na blogu dawno nie było recenzji książek. Ale oprócz tego wiem, czego jeszcze tutaj dawno nie było, choć może się to wydawać trochę dziwne, bo jakiś czas temu ta tematyka niemal całkowicie zdominowała tę stronę. Otóż dawno nie opublikowałam niczego, co dotyczyłoby moich wypieków 😊
Jeśli miałabym wskazać treści, które ostatnio bardzo rzadko pojawiają się na blogu, to zaraz obok haftu musiałabym postawić recenzje książek. A szkoda, bo lato to dla mnie okazja na lekką, przyjemną lekturę. Najwyższy czas to nadrobić - i tu zacznę od książki, na którą natknęłam się przy ostatniej wizycie w mojej ulubionej bibliotece. Pani bibliotekarka, która chyba już wie, po jakie pozycje sięgam właśnie latem, bez wahania wcisnęła mi w ręce powieść "Kiedy cię odnalazłam" Agnieszki Zakrzewskiej.
Dziś przychodzę z krótkim postem, który w zasadzie jest po to, żeby się pochwalić.
Jakiś czas temu dostałam od koleżanki Moniki niezwykły prezent - ręcznie haftowaną kokardę od KRASNE NITKI.