Wpadam jeszcze na chwilę przed wylotem (tak, tak - ciągle w trasie), żeby wrzucić Wam kolejny wpis 😊 Bo skoro udało mi się upiec ciasto, to przecież trzeba się nim pochwalić!
Wpadam jeszcze na chwilę przed wylotem (tak, tak - ciągle w trasie), żeby wrzucić Wam kolejny wpis 😊 Bo skoro udało mi się upiec ciasto, to przecież trzeba się nim pochwalić!
Pisałam już, że postanawiam poprawę w kwestii zamieszczania recenzji książek? Tak, ostatnio deklarowałam większą aktywność w tym zakresie. No i właśnie wywiązuję się z wyznaczonego sobie zadania. Mam dla Was recenzję książki, z którą spędziłam ostatnio kilka ekscytujących wieczorów.
Pisałam ostatnio, że na blogu dawno nie było recenzji książek. Ale oprócz tego wiem, czego jeszcze tutaj dawno nie było, choć może się to wydawać trochę dziwne, bo jakiś czas temu ta tematyka niemal całkowicie zdominowała tę stronę. Otóż dawno nie opublikowałam niczego, co dotyczyłoby moich wypieków 😊
Jeśli miałabym wskazać treści, które ostatnio bardzo rzadko pojawiają się na blogu, to zaraz obok haftu musiałabym postawić recenzje książek. A szkoda, bo lato to dla mnie okazja na lekką, przyjemną lekturę. Najwyższy czas to nadrobić - i tu zacznę od książki, na którą natknęłam się przy ostatniej wizycie w mojej ulubionej bibliotece. Pani bibliotekarka, która chyba już wie, po jakie pozycje sięgam właśnie latem, bez wahania wcisnęła mi w ręce powieść "Kiedy cię odnalazłam" Agnieszki Zakrzewskiej.
Dziś przychodzę z krótkim postem, który w zasadzie jest po to, żeby się pochwalić.
Jakiś czas temu dostałam od koleżanki Moniki niezwykły prezent - ręcznie haftowaną kokardę od KRASNE NITKI.
Serniki, serniczki... Nie zliczę, ile już sposobów na ciasto serowy pojawiło się na łamach bloga. I co się okazało? Że w jakiś dziwny sposób ominęłam klasykę w tym temacie, czyli sernik królewski. Spieszę zatem nadrobić zaległości i wrzucam Wam przepis na to niezawodne ciasto.
Sernik, serniczek… Dawno nie było na blogu Waszego ulubionego ciasta, czyli sernika😊 Na to ciasto podawałam już mnóstwo przeróżnych pomysłów i choć każdy z nich jest po prostu sernikiem - każdy smakuje inaczej.
Niedziela - czas na ciasto, bo niedziela bez ciasta to nie niedziela! Co tym razem? W powietrzu czuć święta, więc mam dla Was pomysł na ciasto z nutą cynamonu i maku. Pora zatem na sernik z makiem. Łapcie przepis!
Niedziela - czas na ciasto, bo niedziela bez ciasta to nie niedziela! Co robię tego dnia tuż po porannym treningu? Oczywiście, biorę się za wypieki. Na co padło tym razem? Otóż ta niedziela miała zapach jabłek z cynamonem. Choć za oknem bardziej zima niż jesień, postawiłam na jeszcze jesienny akcent.
Przychodzę dziś do Was z czymś zupełnie innym niż zwykle - tym razem nie będzie ani rękodzieła, ani przepisu na ciasto. Miniony wtorek upłynął mi bowiem pod znakiem "Cyganerii" Pucciniego. Wybrałam się do Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej w Olsztynie, która rozpoczęła nowy cykl „operowych wtorków” z retransmisjami spektakli z Metropolitan Opera w Nowym Jorku.
Pomysł serwowany przez olsztyńską filharmonię uważam za naprawdę świetny i chętnie uczyniłabym z tego stały punkt tygodnia, ale… życie jak zwykle pisze własne scenariusze. Ostatnio niemal bez reszty wkręciłam się w taniec towarzyski, a razem z nim przyszły regularne treningi, więc najbliższe wieczory raczej upłyną mi na zupełnie innej sali, niż ta koncertowa.
No i mamy listopad. Groby odwiedzone, znicze zapalone i… odhaczone odwiedziny u mojej koleżanki, z którą od wielu już lat spotykam się właśnie w dniu Wszystkich Świętych. Mamy taki nasz mały, świecki zwyczaj – po wizycie na cmentarzu umawiamy się na obiad, kawę i pogaduszki.
Dziś przywitam Was zagadką - czego ostatnio nie było na blogu, a powinno się tu co jakiś czas pojawiać? Oczywiście zgadliście - haftu!
Jesiennych wypieków ciąg dalszy. Stwierdzić, że ta pora roku nastroiła mnie mocno w kierunku cukierniczym, to jak nic nie powiedzieć. W zasadzie co dzień coś ląduje w moim piekarniku. Nie zawsze są to natomiast udane próby.
Przed nami ostatni weekend lata... Trochę szkoda, tym bardziej, że w tym roku lato nas specjalnie nie rozpieszczało pogodą. No cóż... Pora nastawić się na tryb "jesiennej nostalgii", czyli wieczór z książką i kawałkiem dobrego ciacha (tak - kawałkiem, a nie połową blaszki, bo potem trzeba będzie to odpokutować wielogodzinnymi treningami 😏).
Końcówka sierpnia to okres dożynkowo-festynowy. Postanowiłam to wykorzystać. Jak? A no tu Was może nieco zaskoczę, ale wystawiłam swoje stoisko z domowymi wypiekami. Przygotowałam kilka ciast, rogalików i ruszyłam w trasę. Najpierw były dożynki, a w ostatni weekend gościłam na orneckim festynie.