Jeśli miałabym wskazać treści, które ostatnio bardzo rzadko pojawiają się na blogu, to zaraz obok haftu musiałabym postawić recenzje książek. A szkoda, bo lato to dla mnie okazja na lekką, przyjemną lekturę. Najwyższy czas to nadrobić - i tu zacznę od książki, na którą natknęłam się przy ostatniej wizycie w mojej ulubionej bibliotece. Pani bibliotekarka, która chyba już wie, po jakie pozycje sięgam właśnie latem, bez wahania wcisnęła mi w ręce powieść "Kiedy cię odnalazłam" Agnieszki Zakrzewskiej.
Bohaterką książki jest Claire Hellemans, malarka z Amsterdamu, wychowana przez chłodną i wymagającą matkę. Jedyną bliską jej osobą jest babcia Omi, z którą łączy ją prawdziwa więź. Pewnego dnia, sprzątając strych babci, natrafiła na zdjęcie, na którym widniała ona sama, w otoczeniu nieznanych ludzi, w miejscu, o którym nigdy wcześniej nie słyszała. Kiedy zapytała matkę o fotografię i jej historię, ta nakazała jej nie grzebać w przeszłości. Babcia także milczała w tej sprawie. Claire postanowiła więc sama pojechać do niewielkiego miasteczka na Podlasiu, żeby dowiedzieć się, co kryje tajemnicze zdjęcie. I to właśnie od wizyty bohaterki na Podlasiu, fabuła zaczęła nabierać rumieńców...
Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się po tej książce zbyt wiele -wzięłam ją głównie dlatego, że ktoś mi ją polecił, a nie dlatego, że opis fabuły jakoś szczególnie mnie porwał. Ku mojemu zaskoczeniu, spędziłam z tą lekturą kilka naprawdę miłych popołudni. Okazało się bowiem, że to jedna z tych pozycji książkowych, jakiej zwykłam szukać na urlop - wciąga, ale nie męczy, ma w sobie tajemnicę, ale nie przytłacza dramatyzmem.
Nie jest to może książka, która zostanie ze mną na bardzo długo i którą będę wspominać do końca moich dni, ale jako letnia odskocznia sprawdziła się w stu procentach. Jeśli szukacie czegoś, co możecie wrzucić do plecaka lub torby plażowej i zabrać ze sobą na wakacje, to śmiało możecie sięgnąć po "Kiedy cię odnalazłam", bo to książka, która się do tego doskonale nadaje.



Brak komentarzy :
Prześlij komentarz